To działo się w Polsce, w pewnej małej wsi, w której nikt nie posiadał samochodu, nie było tu też internetu, komputerów oraz telefonii komórkowej. Nie było tu żadnych zdobyczy cywilizacyjnych. Działo się to niedawno, bo w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.Dwie przyjaciółki, licealistki, czekały rano na autobus szkolny, który jak się później okazało nie przyjechał. Podczas tego oczekiwania nieoczekiwanie zaczął kropić deszcz, przyjaciółki wsunęły się w głąb budki na przystanku[1], aby przeczekać mżawkę.Zaczął powiewać wiatr, temperatura spadała, dwie najlepsze przyjaciółki objęły się, aby się rozgrzać[2]. Zrobiło się ciemno – czarne chmury przysłoniły niebo. Padało coraz mocniej i mocniej aż rozpoczęła się ulewa.Każdy kto by wyszedł z domu po sekundzie byłby mokry. Ludzie na ulicy zasłaniali się workami, niektórzy bogatsi parasolami. Niestety dziewczyny nie miały niczego takiego, wzięły ze sobą tylko długopis – miały pisać egzamin. Jednak jeszcze zostało im dużo czasu do rozpoczęcia lekcji. Nie zamierzały przecież nie zdać.Jednak było tylko gorzej – w pleksiglasowe „szyby” budki począł walić grad. Walił tak mocno, że ludzie mogliby pomyśleć, iż rozpoczęła się III Wojna Światowa. Dziewczyny miały pecha, do domu było dwadzieścia kilometrów, a do szkoły pięćdziesiąt. Na pewno już nie zdążą.Piorun uderzył trzy metry od przystanku, a dziewczyny zaczęły się „przytulać” do siebie, po czym doszło do czegoś nieoczekiwanego – poczęły się nawzajem rozbierać, z ubrań zrobiły sobie pościel, pod którą weszły.Dziewczyny nie były już najlepszymi przyjaciółkami…
sobota, 17 marca 2012
IRL #1
Wiem, trochę płytkie ale macie :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz